Głód widowni...
Najnowsza premiera Teatru Centralnego pozostawia w widzu poczucie nienasycenia, oczekiwania na kolejne minuty sztuki. Najprościej rzecz biorąc, odczuć można tytułowy głód, głód sztuki, głód strawy duchowej. Lincz Hamsuna nie jest dla widza zwiastunem końca sztuki, ale wydaje się wstępem do dalszego rozwoju akcji. Marzeniem, które się nie spełnia.
Spektakl trwa raptem godzinę. W momencie, gdy wybija ostatnia minuta, odzywa się nienasycenie. Ale od początku. Pierwsze sceny ukazują nam Knuta Hamsuna (Jacek Brzeziński), norweskiego powieściopisarza i laureata Nagrody Nobla, umieszczonego w klinice psychiatrycznej. Widzimy kolejne badania, sprawdzanie zdrowia psychicznego bohatera, dalsze przesłuchania. Mamy tu do czynienia z ciągłym przenikaniem się świata rzeczywistego oraz świata urojeń wywoływanych bądź przez głód, bądź lecznicze medykamenty. Co ciekawe, przenikanie się tych dwóch światów jest na tyle płynne, że staje się niezauważalne dla widza. Hamsun jednak w końcu upada pod ciężarem własnej literatury - zostaje ukamienowany własnymi książkami, ukamienowany przez widzów i w końcu ucieka, wsiadając z kapitanem na statek "Głód". Ucieka w swe urojenia, fascynacje, ucieka w życie w swej idealnej utopii, w której Hitler to wszechmogący wybawiciel. Uwielbiony i wywyższony.
Spektakl został oparty na fragmentach ostatniej powieści Knuta Hamsuna - "Na zarośniętych ścieżkach", wykorzystano także motywy "Głodu". Przez cały spektakl, oprócz balansu pomiędzy utopią i sennymi marami a rzeczywistością, zostajemy zmuszeni do odpowiedzi na pytanie: który głód jest straszniejszy - cielesny czy intelektualny? W scenie przesłuchania, jak mantra powtarzane są pytania dotyczące współpracy z SS, z hitlerowskimi Niemcami. Powtarzane są wielokrotnie, a Knut jakby kurczy się, maleje, jednak z siłą młodzieńca krzyczy, że nie jest wariatem i głęboko wierzy w swoje przekonania.
Wizje głównego bohatera pokazywane są przez taniec. W tancerzach, otaczających Jacka Brzezińskiego, można znaleźć zarówno mary z wizji powieściopisarza, jak i oprawców czy lekarza. Motyw tańca jest tu wykorzystany w bardzo subtelny sposób, w miarę rozwoju akcji staje się agresywny, czasem tężeje i staje się bardzo delikatny.
Scenografia, choć minimalistyczna, staje się polem do popisu tak tancerzy, jak i samego głównego bohatera. Składa się na nią ławka oraz kurtyna z plastykowych, elastycznych pasów. Stwarza to świetne możliwości przestrzenne (oddzielenie dwóch planów sceny) oraz i choreograficzne, gdyż tancerze momentami zwisają z nich, bawiąc się, gnąc i naciągając elementy. W dodatku dekoracja jest lekka, co daje poczucie lekkości tancerkom. Świetnie kompiluje się ona z grą świateł - są to czasem punktowce oświetlające głównego bohatera. Jednak w pewnym momencie akcja, przeniesiona w głąb, jest widoczna jedynie jako cień na wspomnianej kurtynie. Pierwsze chwile, gdy Knut relacjonuje dzień szpitalny, zobrazowane zostały na drugim planie sceną z dwiema tancerkami na ławce. Stwarzają one głównego bohatera na nowo. Jednak jeszcze wtedy widoczna jest jasna granica, co jest rzeczywistością, a co fikcją, urojeniami. Alter ego ze wspomnień Hamsuna gra Wojciech Kaproń, który - mimo ekspresji towarzyszącej aktorowi - kreuje rolę w sposób bardzo wyważony.
Na scenie niemal wszystkie postaci są nieme, wydarzenia poznajemy z relacji głównego bohatera. Pozostali jedynie obrazują przeżycia i wewnętrzne rozdarcie Hamsuna. Postać pisarza jest tak wykreowana, że jego sylwetka jest niejednoznaczna, daje widzowi dużo do myślenia. Jacek Brzeziński stosuje niewiele środków scenicznego wyrazu, jednak jego rola jest bardzo charakterystyczna, zapada w pamięć i wzbudza w widzu cały wachlarz emocji - od współczucia do wzgardy. Rzadko stosowane połączenie teatru tańca oraz teatru tradycyjnego zdało tu egzamin, choć wymaga maksymalnego skupienia widza i szybkiej interpretacji tego, co się dzieje na scenie. Co ważne, nie widać tu dominacji żadnego z realizatorów: Łukasz Witt-Michałowski oraz Ryszard Kalinowski stają się partnerami, których wizje spektaklu są zespolone i równolegle uwidocznione na scenie. Nie ma rozerwania, nie ma oddzielnych części - spektakl, mimo tych dwóch, zupełnie różnych wizji, jest logiczną całością.
Zakończenie, jak już wspomniałam, powoduje, że chce się więcej, chce się do końca poznać swego rodzaju tajemnicę Hamsuna. Spektakl pozostaje w głowie, karze się zastanowić nad moralnością, życiem, decyzjami, które się na co dzień podejmuje. Premiera odbyła się w Noc Kultury, po obejrzeniu tego mocnego spektaklu, na wiele innych wydarzeń patrzyło się poprzez jego pryzmat. Jednak odpowiedź na pytanie, które zadaje nam spektakl, co jest gorsze: głód fizyczny czy duchowy, pozostaje, według mnie, bez odpowiedzi.
Anna Petynia
Teatralia Lublin
15 czerwca 2010
Teatr Centralny (Lublin), Drammen Theater (Norwegia)
"Głód Knuta Hamsuna"
na podstawie fragmentów powieści Knuta Hamsuna: "Na zarośniętych ścieżkach", "Głód" oraz dramatu Tankreda Dorsta pt. "Mamut"
realizacja: Ryszard Kalinowski, Łukasz Witt-Michałowski
muzyka: Isak Anderssen
światła: Grzegorz Polak
scenografia i kostiumy: Nia Damerell
grafika: Piotr Kulawczuk
producent: Grzegorz Reske
obsada: Jacek Brzeziński, Barbara Czajkowska, Ryszard Kalinowski, Wojciech Kaproń, Beata Mysiak, Anna Żak
premiera: 5 czerwca 2010 r., w ramach "Nocy Kultury".