Opowieść ujdzie cało

O "Opowiadaniach dla dzieci" Teatru Narodowego wystarczyłoby powiedzieć krótko: genialne. Ale byłoby to niesprawiedliwe wobec twórców tego spektaklu, którzy zasłużyli na szczegółowe pochwały za ich wspaniałą pracę.

Przedstawienie po raz pierwszy obejrzałam kilka miesięcy temu, w zimie. Wówczas stanowiło ono dla mnie cudowną maszynę do przeniesienia się w czasie, nie tylko w inny, nieistniejący już świat, ale i w lepszą rzeczywistość, której próżno by szukać w zimnym krajobrazie panującym wokół. Celowo używam określenia "zimny", bo zarówno chodzi tu o porę roku, jak i o dzisiejsze stosunki międzyludzkie. "Opowiadania..." nastrajają niezwykle pozytywnie do całego otoczenia, są autentycznym "lekiem na całe zło". Przez całe 2,5 godziny trwania spektaklu - co może wydać się wiecznością dla widza teatralnego, w tym przypadku jednak nie były w ogóle odczuwalne - płakałam ze śmiechu, ale nie brakło też łez wzruszenia (tak, nie wstydzę się tego powiedzieć). Wyszłam z teatru prawdziwie oczyszczona. Już dawno nie doświadczyłam czegoś podobnego.

Opowiadania dla dzieci TEATR NARODOWY Warszawa

"Opowiadania dla dzieci"
fot. S. Okołowicz

Drugie moje spotkanie z dziełem Singera i Cieplaka miało miejsce kilka tygodni temu. Poszłam, by przekonać się, czy magia działa jednorazowo, czy może ma moc wielorazowego użytku. Okazało się, że tak, że czar nie prysł, że wciąż udaje się twórcom mnie zaczarować. I za to chciałabym im podziękować.

Pozwalam sobie na tak osobisty ton tej recenzji, uważam bowiem, że nie można mówić o tym widowisku obiektywnie i na sucho. Zbyt wiele w nim kłębi się emocji, zbyt wiele pięknych, wzruszających scen, zbyt wiele wrażeń odnoszących się bezpośrednio do wrażliwości widza. To bardzo intymna podróż, dla każdego zapewne nieco inna, na pewno zaś katartyczna.

Opowiadania dla dzieci TEATR NARODOWY Warszawa

"Opowiadania dla dzieci"
fot. S. Okołowicz

Słowa największego uznania należą się wszystkim twórcom: autorowi dzieła (nie jestem fanką ani Singera, ani kultury żydowskiej, razem z dziećmi więc uczyłam się, na czym polegają poszczególne obyczaje czy rytuały), reżyserowi (Cieplak po raz kolejny udowadnia, że w teatrze interesuje go magia, pewien rodzaj teatralnej iluzji, którą warto stwarzać na scenie i w sobie, w swoim wnętrzu - podobne walory odnaleźć można w jego "Utworze sentymentalnym na czterech aktorów" zrealizowanym w Teatrze Montownia), scenografowi (Witkowski ma nieprawdopodobny zmysł plastyczny, dlatego jego wizje sceniczne są tak zachwycające i dopracowane w każdym szczególe), autorowi ruchu scenicznego (dzięki Bzdylowi całość ma swój rytm, każda scena jest przemyślana ruchowo, nie ma tu zbędnych działań, a sceny zbiorowe są po prostu rewelacyjne), twórcom muzyki (Czepułkowski i Litwiniec tak dobrali dźwięki, że stanowią one jeden z najistotniejszych mechanizmów, za pomocą których przenosimy się w świat baśni), i wreszcie aktorzy.

Ci ostatni sprawiają, że bawimy się wraz z nimi pysznie przez cały spektakl. W tym upatruję również sukcesu całego przedsięwzięcia. Artyści weszli bowiem w świat przedstawiony gładko i sprawnie, brak w tym fałszu czy sztuczności, a odgrywane przez nich postaci są pełnokrwiste. Widać po prostu, że odtwórcy je lubią i sprawia im przyjemność granie tego tytułu. Wielu, wielkich aktorów wciela się tu w postaci - wydawać by się mogło - mało interesujące czy trzecioplanowe. Jednakże za ich pośrednictwem nawet najmniejsze role, najbardziej drugoplanowi bohaterowie stają się równie ważni i równie barwni, co ci, grający pierwsze skrzypce.

Opowiadania dla dzieci TEATR NARODOWY Warszawa

"Opowiadania dla dzieci"
fot. S. Okołowicz

A korowód osobników różnej proweniencji jest tu malowniczy. Sprawcą wszystkiego jest Narrator - dobroduszny profesor Szlemiel (Krzysztof Wakuliński), który przez swą gapowatość i problemy z pamięcią wzbudza w widzach tak uśmiech, jak i pożałowanie. Spektakl zresztą w całości zbudowany jest na takich kontrapunktach: sceny wzruszające przemieszane są z wesołymi, a postaci raz śmieszą i bawią, raz wywołują w nas litość czy współczucie. Szlemiel zaprzyjaźnia się z napotkanym Psem (Arkadiusz Janiczek) i tak zaczyna się opowieść dla ludzi i "dla psów" (notabene to jedyne słowa, jakie padają z ust Janiczka tego wieczoru). Stary jak świat temat - snucia historii, opowiadania, pieśni, która "ujdzie cało", przekazywania wartości, tradycji, wierzeń przez ustne podania, bajania, rozpowszechniania gawęd, legend czy bajek - staje się głównym motywem przedstawienia oraz zasadą jego struktury. Oto bowiem scena pustoszeje, a stwarzanie historii jest równoznaczne ze stwarzaniem świata przedstawionego, a także świata scenicznego jednocześnie. W tak obrazowy sposób dzieci mogą zobaczyć, że scena to metafora świata, a Szlemiel jest niczym Bóg, którego "słowo staje się ciałem". Zabieg ten ma jeszcze jedną zaletę - pozwala realizatorom ukazać możliwości techniczne teatru, uchyla rąbka tajemnicy w kreowaniu scenicznego makrokosmosu.

Historie dzieją się właściwie na pustej scenie, lekko podniesionej ku górze na końcu, okotarowanej po bokach i zamkniętej z tyłu ekranem. Jedynie w pierwszych sekwencjach widzimy monumentalną, zapierającą dech w piersiach scenografię przedstawiającą współczesne miasto (prawdopodobnie Nowy Jork, co sugerować mogą wiszące mosty, w tym być może i ten najsłynniejszy, Brookliński). Efekt uzyskano w prosty sposób: ogromne wieżowce tworzy podświetlana makieta umieszczona na tle ogromnego ekranu. Jego tło zmienia się w zależności od pory dnia - mamy więc granatowe, nocne niebo i imponujący Księżyc w pełni (zadbano o to, by rysy tego ciała niebieskiego - tzw. morza księżycowe były widoczne, co dodało mu realnego kształtu), to znów gorący zachód słońca na pomarańczowo-czerwonym niebie. Innym razem zaś obserwujemy błękitny nieboskłon z przebijającym się ledwo słońcem, gdy rzecz dzieje się w zimie bądź lekko zaróżowionym w lecie. Wszystko to sprawia, że zdarzenia nabierają kolorów i dosłownie, i w przenośni.

Opowiadania dla dzieci TEATR NARODOWY Warszawa

"Opowiadania dla dzieci"
fot. S. Okołowicz

Tak niewiele trzeba, by pobudzić dziecięcą wyobraźnię. Wcale nie są konieczne przepych i wysoki budżet. "Opowiadania..." są tak zrealizowane, by głównym bohaterem stała się właśnie wyobraźnia. Za pomocą niewielu zgrabnych rekwizytów czy elementów scenografii (tj. parujący piec obsługiwany przez Szlemielową - genialna i przezabawna w roli kury domowej Beata Fudalej; tekturowy samochód-taksówka z kierowcą rastamanem - wyśpiewujący kwestie w stylu reggae - Marcin Przybylski; jeżdżąca w półkolu dostojna Rada Mędrców; rozerwana kurtyna, pękająca niczym czeluście niebios (prosty efekt z użyciem odpowiedniego dźwięku); wychodzące same kalosze; drewniane płoty zbite z patyków czy kawałek sznura starczający dzieciom do zabawy, itp.), dzięki pomysłowym rozwiązaniom (np. nadjeżdżające auto widzimy w kilku planach, zjeżdżające w kulisy i wyjeżdżające coraz bliżej, staje się coraz większe - to tak prosty mechanizm, a daje wrażenie autentycznie zbliżającego się pojazdu) oraz wprawienia w ruch teatralnej maszynerii (jeżdżące zapadnie, pracujące sztankiety, użytych parę poziomów sceny, dzięki czemu uzyskano poczucie głębi i wieloplanowość, jak w przypadku mostów czy urządzenia windy), co rusz jesteśmy zaskakiwani teatralną magią.

Największe wrażenie robi, rzecz jasna, scena z arką Noego. Wpierw obserwujemy, jak przed Noem prezentują się - prężą i wyginają - zwierzęta świata. Tu, po raz kolejny, oklaski na stojąco dla scenografa, który stworzył kostiumy nietuzinkowe, a fauna nie została przez niego pokazana dosłownie, lecz poprzez nasze stereotypy myślenia o niej. Dlatego też Skunks biega z dezodorantem w aerozolu, Owca ma na głowie białe afro, ślepy Nietoperz wpada na ścianę i tam tkwi, Osa odziana w ubiór w żółto-czarne paski biega z parasolem zakończonym szpikulcem przypominającym żądło, Kogut puszy się z kolorowym irokezem na głowie, a Wielbłąd nosi plecak zamiast garbów, etc. Następnie naszym oczom ukazuje się monstrualny statek à la Titanic, do którego oczywiście zmieszczą się wszystkie te stworzenia.

Opowiadania dla dzieci TEATR NARODOWY Warszawa

"Opowiadania dla dzieci"
fot. S. Okołowicz

Wyruszamy w podróż do Chełma, "miasta głupców", gdzie poznajemy rodzinę Szlemielów z kilkunastoma dziećmi, w które wcielili się nawet ci starsi aktorzy Teatru Narodowego, jak np. Wiesława Niemyska w stroju Indianina. Rozczulający jest widok gwiazd polskiej sceny poubieranych w spadające rajtki, pobrudzone kalesony, kolorowe czapki z pomponami, sandałki czy krótkie spodenki. Ten anturaż w połączeniu z lekkością i nieukrywaną przyjemnością odtwarzania ról sprawiają, że rodzi się na scenie prawdziwe mistrzostwo.

Opowieści Szlemiela są różnorodne, jak różnorodne może być życie: od historii bogacza, który chciał być nieśmiertelny (tu genialny Jerzy Łapiński kreujący swą postać właściwie jedynie piskliwym głosem rodem z "Kingsajzu"), przez przygodę trójki dzieci czekających na rozstąpienie się nieba, które miałoby spełnić ich marzenia, dzieje niewidomej pary, wspomnianej rodziny Szlemielów, aż po przygody chyba największego lenia świata - Ucela (Krzysztof Stelmaszyk) i jego córki Nędzy (w jej rolę wcielają się na zmianę Kamila Baar oraz Waldemar Kownacki jako "duża Nędza", co staje się przyczynkiem do wielu przekomicznych scen, jak choćby tej, gdy zrozpaczona Nędza ryczy - bo inaczej tego nazwać nie sposób - "i co my teraz zrobimy").

Opowiadania dla dzieci TEATR NARODOWY Warszawa

"Opowiadania dla dzieci"
fot. S. Okołowicz

Każdy z epizodów poza tym, że niesie wartości, o których już była mowa, stanowi równocześnie swoistą, uniwersalną przypowieść z morałem przemyconym w sposób nienachalny i nienarzucający się odbiorcy. Mądrości życiowe, jakie wyczytać możemy między wersami albo niektóre podkreślone wprost przez Narratora, a którymi kierowali się onegdaj prości żydowscy chełmianie, nie są zasadami zdezaktualizowanymi, przeciwnie - to ogólnoludzkie, stale ważne i niezmienne wartości. Kardynalna z nich to ta, nieco buddyjska, że "wszystko żyje i nic nie jest stracone na zawsze". Jesteśmy bowiem jednym, wielkim organizmem, musimy więc dbać o nasze otoczenie, egzystować z każdym stworzeniem w przyjaźni i w szacunku do siebie nawzajem.

Ta niemalże franciszkańska wymowa spektaklu, jego łagodny, liryczny ton, połączone z nutą melancholii i nostalgii za dawnym, minionym światem powodują, że dzieło to długo nosi się głęboko w sobie, tak w głowie, jak i w sercu.

Lena Berny
Teatralia Warszawa
14 czerwca 2010

Teatr Narodowy w Warszawie
Isaac Bashevis Singer
"Opowiadania dla dzieci"
("Stories for Children")
przekład: Andrzej Polkowski
reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia: Andrzej Witkowski
muzyka: Michał Litwiniec, Paweł Czepułkowski
ruch sceniczny: Leszek Bzdyl
obsada:
Kamilla Baar
Monika Dryl / Aneta Todorczuk-Perchuć / Joanna Gryga (gościnnie)
Beata Fudalej
Anna Gryszkówna / Ewa Szawłowska
Joanna Kwiatkowska-Zduń / Kinga Ilgner
Wiesława Niemyska
Aneta Todorczuk Perchuć
Anna Ułas
Andrzej Blumenfeld
Bartłomiej Bobrowski
Jarosław Gajewski
Arkadiusz Janiczek
Robert Jarociński
Waldemar Kownacki
Jerzy Łapiński
Grzegorz Małecki
Karol Pocheć
Marcin Przybylski
Modest Ruciński
Wojciech Solarz
Krzysztof Stelmaszyk
Krzysztof Wakuliński
Leszek Zduń / Przemysław Stippa
premiera: 15 grudnia 2007 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen