Bo do tanga trzeba dwojga
Związki międzyludzkie, a w szczególności damsko-męskie, są zawsze wdzięcznym tematem wszelkich fars i lekkich komedii. Czasem, wzbogacone trafnymi obserwacjami społecznymi, mogą edukować i zmusić do refleksji na własny temat. Szkoda tylko, że nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jak zbudować idealny związek.
Ile już było spektakli o podobnej tematyce? Mnóstwo, tylko że pamięć o większości z nich wyparowywała z głowy tuż po obejrzeniu spektaklu, nie skłaniając do żadnych przemyśleń. Mimo że było śmiesznie, momentami wzruszająco, aktorom udało się nawiązać kontakt z publicznością, wszystko to poszło na marne, bo widz nie zapamiętał z przedstawienia kompletnie nic. Jego problemy z pamięcią są na tyle poważne, że po kilku dniach nie może sobie przypomnieć nazwiska żadnego aktora biorącego udział w spektaklu (pod warunkiem, że je w ogóle znał wcześniej), potem rozmywa mu się akcja sceniczna, a po kilku miesiącach absolutnie nie pamięta tytułu. I może się zdarzyć, iż za parę lat wybierze się ponownie na tę samą komedię, znowu się pośmieje i nawet się nie zorientuje, że już to kiedyś widział. Taka jest prawda. Tego typu spektakl spełnia najczęściej funkcję typowo rozrywkową, tak jakby twórcy wychodzili z założenia, że publiczność do teatru przychodzi się zrelaksować, a nie myśleć.
Nie inaczej jest w przypadku "Duetów". Sam tekst można by określić mianem komedii obyczajowej, z założenia niepozbawionej obserwacji społecznych. I tak oglądamy na scenie cztery historie zupełnie różnych związków, wśród których znajdują się: para nawiązująca znajomość dzięki ogłoszeniom matrymonialnym, małżeństwo aktorów przechodzące kryzys, para spędzająca swoje ostatnie wspólne wakacje przed rozwodem, oraz panna młoda tuż przed ślubem zwierzająca się ze swoich rozterek bratu. Wszystkie opowieści są ciekawe, sprawnie wyreżyserowane za pomocą skromnych środków i prostej, wielofunkcyjnej scenografii. Nawet od czasu do czasu śmieszą. Ale nic z tego nie wynika. Poszczególne wątki, oprócz zabawnych dialogów, zawierają również śladowe ilości obserwacji z życia społecznego, lecz to niestety za mało, aby zachęcić do refleksji. Przedstawiane sytuacje obrazują w pewien sposób mechanizmy zachowania, jakimi kieruje się człowiek poznający kogoś nowego i starający się wywrzeć jak najlepsze wrażenie, nawet za cenę kłamstwa albo walczący o swoje podczas sprawy rozwodowej, przez co są one wiarygodne dla potencjalnego odbiorcy. W rezultacie oglądane na scenie perypetie bohaterów kojarzą się raczej z serialem, a nie z teatrem. W teatrze ważna jest wyobraźnia a nie życiowa prawda i dosłowność.
Możemy się od czasu do czasu pośmiać, ale jaki jest sens dowcipu, który tuż po opowiedzeniu zapominamy?
Jeśli wziąć pod uwagę jedynie rozrywkowy charakter "Duetów", to trzeba przyznać, że faktycznie jest to spektakl zabawny i przyjemny, niepozbawiony kilku ciekawych rozwiązań. Znakomicie sprawdza się pomysł na obsadzenie we wszystkich czterech rolach tych samych aktorów, którzy dzięki temu mają okazję zaprezentowania szerokiej gamy swoich umiejętności komediowych, a zmiany kostiumu i charakteryzacji są dodatkowym elementem komicznym. Zarówno Maja Barełkowska, jak i Tadeusz Łomnicki radzą sobie bardzo dobrze, w zróżnicowany sposób budując poszczególne role, dodatkowo świetnie się przy tym bawiąc.
Skoro sami twórcy potraktowali temat bardzo lekko, nie pozostaje nic innego jak się do tej interpretacji przekonać bądź też ją odrzucić. Jak wiem z doświadczenia, statystyczny widz wybiera najczęściej takie właśnie spektakle i zwolennicy myślenia w teatrze nic nie wskórają. Ale skoro pogodzić się z tym nie można, to trzeba przynajmniej próbować z tym walczyć, choćby miała to być walka beznadziejna i z góry przegrana.
Martyna Lechman
Teatralia Kraków
12 czerwca 2010
Teatr Ludowy w Krakowie
Peter Quilter
"Duety"
przekład: Elżbieta Woźniak
reżyseria: Włodzimierz Nurkowski
scenografia: Elżbieta Krywsza
obsada: Maja Barełkowska, Tadeusz Łomnicki
prapremiera polska: 9 października 2009 r., Scena Pod Ratuszem