zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Odczarowana Nibylandia

"Piotruś Pan" autorstwa Jamesa Matthew Barriego to jedna z najbardziej znanych historii dla dzieci. Przepiękna opowieść, która rozbudza wyobraźnię, bawi oraz uczy dzieci dorastać i stawać się odpowiedzialnymi. Szkoda tylko, że większości z tych rzeczy zabrakło w przedstawieniu Arkadiusza Klucznika, który w swoim spektaklu zrealizowanym dla łódzkiego Teatru Arlekin ograniczył się tylko do kilku efektów.

Spektakl dla dzieci nie może być oczywiście za długi, ale nie jest to powód, by dokonać w nim takich cięć, że traci on swój sens. W taką pułapkę wpadli twórcy "Piotrusia Pana" w Teatrze Arlekin w Łodzi. Historię chłopca, który nie chce dorosnąć, zna chyba każdy, ale odkrywanie jej na nowo za każdym razem jest przyjemne. Klucznik pousuwał za wiele, zabrakło braci Wendy, krokodyla, a co więcej - motywacji działań bohaterów. Niektóre wątki wprowadzono tak szybko i niespodziewanie, że nie wiadomo było, o co w nich chodzi. Przykładem jest porwanie indiańskiej księżniczki Tiger Lily - nie wiadomo, po co i kim tak naprawdę ona jest. W powieści zakochany jest w niej brat Wendy, więc w ten sposób Hak zwabia go w pułapkę, ale u Klucznika braci przecież nie ma. Wprowadzono liczne piosenki, które jednak nie wnosiły nic do akcji. Ich treść bowiem składała się praktycznie z kilku powtarzających się słów, często pozbawionych większego sensu. Zawierały one niekiedy ukryte sensy, jednak zrozumiałe raczej dla dorosłych niż dla dzieci, które są adresatami spektaklu.

Piotruś Pan TEATR LALEK Arlekin ŁÓDŹ

"Piotruś Pan"

Gdy na scenie pojawiły się piratki, z niepokojem próbowałam odnaleźć w pamięci te sceny z książki Jamesa Matthew Barriego. Niestety nieskutecznie. Piratki, notabene wyglądające jak fordanserki z kabaretu, okazały się syrenami. Tak przynajmniej nazwał je Piotruś Pan, bo nic innego tego nie sugerowało. Pozostając przy temacie kostiumów, nie tylko wizerunek syren zostawia wiele do życzenia. Wszystkie kostiumy sprawiają wrażenie pozbieranych w second-handach. W przypadku ubioru piratów jest to nawet trafne, jednak Piotruś Pan w błękitnym fraku i w białej, rozchełstanej koszuli oraz Wendy w wymiętoszonym, różowym stroju baletnicy robią fatalne wrażenie. Wendy to przecież dziewczynka z dobrego domu, a nie wychowana na ulicy postać z powieści Dickensa.

Spektakl miał oczywiście kilka ciekawych pomysłów. Na sali zbudowany był drewniany pomost, wychodzący od samej sceny, mający być pokładem statku. Dzięki temu mali widzowie mogli poczuć bliskość z postaciami, tym bardziej, że aktorzy często wkraczali na salę niespodziewanie, wejściami dla publiczności. Efektowny był również początek, gdy rozciągnięto nad całą salą olbrzymi błękitny materiał, "zabierając" dzieci do bajecznej Nibylandii. Szkoda tylko, że Nibylandia okazała się mało bajeczna. Spektaklowi zabrakło magii, którą przecież teatr potrafi emanować. Nibylandia, kraina będąca marzeniem każdego dziecka, i czasem pewnie niejednego dorosłego, została całkowicie odczarowana. Niebieskie tło i materiał zastępujący niebo, to stanowczo za mało, by poczuć się jak w beztroskim świecie wiecznej dziecięcości. Młodym widzom wszystkie mankamenty rekompensują sceny walk. Aktorzy przygotowani przez profesjonalistów spisali się znakomicie, dzięki czemu dzieci jeszcze po drodze z teatru udawały, że się pojedynkują.

Piotruś Pan TEATR LALEK Arlekin ŁÓDŹ

"Piotruś Pan"

Wyjątkowo ciekawe było połączenie planu żywego i planu lalek. Piratów grają tylko prawdziwi aktorzy, natomiast mieszkańców Nibylandii - chłopców i Dzwoneczka ukazano tylko za pomocą marionetek niciowych. Wendy i Piotruś występują w obu wersjach, dzięki czemu mogą toczyć bój zarówno z piratami, jak i latać, czemu Maciej Piotrowski i Anna Zadęcka by nie podołali mimo swojego niepodważalnego talentu aktorskiego. Jednak najciekawszym połączeniem obu planów była scena zmawiania się Kapitana Haka i Dzwoneczka. Dzięki zestawieniu lalki i człowieka zobrazowano różnicę wielkości. Animator, obsługujący Dzwoneczka, dowiódł swoich doskonałych umiejętności. Można było odnieść wrażenie, że na ramieniu złego pirata przysiadła delikatnie prawdziwa wróżka. Niestety jest to jedyna scena, która robi wrażenie.

Cały spektakl można porównać do krokodyla, który w historii Barriego odgrywa wielką rolę, a w spektaklu Klucznika jego obecność sugeruje tylko tykanie połkniętego przez niego zegarka. Niby wiadomo, o co chodzi, a jednak odczuwa się brak.

Magdalena Mirecka
Teatralia Łódź
1 czerwca 2010

Teatr Lalek Arlekin w Łodzi
James Matthew Barrie
"Piotruś Pan"
reżyseria: Arkadiusz Klucznik
scenografia: Ewa Farkasova
muzyka: Michał Kowalczyk
teksty piosenek: Dariusz Czajkowski
przygotowanie wokalne: Marcelina Paniuta
układ pojedynków: Władysław Barański
obsada:
Piotruś Pan - Maciej Piotrowski
Wendy Darling - Anna Zadęcka
Jakub Hak - Waldemar Presia
Dzwoneczek - Robert Wojciechowski
Chłopcy z Nibylandii, Piraci, Indianie, Rodzina Państwa Darling - Aleksandra Gałaj, Anna Guzik, Katarzyna Kaleta, Tomasz Pieczątkowski, Patryk Steczek
premiera: 2 czerwca 2007 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen